Od Zlotu Latającej Szkoły, który odbył się 10 listopada 2018 r., minęło prawie pół roku. Wracam do tej nietypowej konferencji dla przedsiębiorczych kobiet, by na wiosnę, rozniecić w sobie kreatywną energię. Najlepiej wyraża ją hasło „Zarabiaj, robiąc to, co kochasz”.

 

Ten tekst nie jest obiektywną relacją, tego, co działo się 10 listopada w Gdyńskim Parku Naukowo-Technologicznym. To osobisty wpis, w którym wracam do wciąż ważnych dla mnie inspiracji i olśnień.

Zostawiłam w Gdyni ogromne ciężary serca. Opróżniłam tytułowy plecak, z którym idę przez życie. I spakowałam do niego wdzięczność, radość i poczucie przynależności. I jeszcze zrobiłam miejsce na pieniądze.

Chcę się z Wami podzielić trzema życiowo-biznesowymi lekcjami, które dla siebie wzięłam z tamtego wydarzenia. Jednak najpierw, akapit wyjaśnienia – czym jest Latająca Szkoła i czym są Zloty. 

Tytułem wstępu

Organizatorem Zlotów jest szkoła przedsiębiorczości dla kobiet (i jednego mężczyzny), której twórczynią jest Agata Dutkowska. Jestem uczestniczką Latającej Szkoły i to w jej ramach pracuję nad rozwojem Złotego Kota. Zdobywam biznesową wiedzę i przybywam w gronie  niesamowicie inspirujących kobiet. Ponieważ szkoła działa tylko online, ZLOT to jedyna możliwość spotkania na żywo jej uczestników oraz fanów. 

11 listopada 2018 r., po powrocie do Warszawy, długo płakałam. Emocje nie chciały puścić, byłam przeciążona ogromną energią. Byłam jak na endorfinowym haju, porównywalnym chyba tylko z hajem poporodowym. Energia Zlotu to energia jej uczestniczek – potężna, kreatywna, przedsiębiorcza moc twórcza. 

Jest we mnie ogromna wdzięczność za Latającą Szkołę, za ZLOT i za każde spotkanie, nawet najkrótszą rozmowę w tym niesamowicie inspirującym tyglu, które kreuje wokół siebie Agata Dutkowska. Każda z obecnych na Zlocie dziewczyn (i chłopaków), każda uczestniczka Latającej Szkoły ma w sobie moc i wiedzę, którą chcę się otaczać.

Olśnienie nr 1

Na Zlocie miałam wiele momentów olśnienia. Z gatunku zmieniających życie. Najważniejsza jest dla mnie lekcja mówienia tego, co ciężkie. Nigdy tego nie potrafiłam. Nawet terapia mnie tego nie nauczyła. Pozbywałam się ciężarów serca w tańcu, ruchu i dzienniku porannych stron (to rodzaj ekspresywnego pisania, który pozwala uwolnić i zrozumieć emocje).

Uważałam, że to, co noszę, jest tak trudne i ciężkie, że nie mogę tego nikomu powiedzieć. A na Zlocie wiele kobiet powiedziało na głos moje sekrety. Aga Zalewska powiedziała ze sceny, jak wymiotowała, chodząc do pracy, a mnie aż serce ścisnęło, bo powiedziała na głos moją wielką tajemnicę i mój wielki wstyd. Inne dziewczyny z mikrofonem w ręku mówiły rzeczy, które miesiącami obciążały moje barki, moją głowę, moje serce, wątrobę i całe ciało. I ja też puściłam swoje ciężary. Powiedziałam to, co zawsze stawało mi w gardle. I jest mi teraz lżej. 

Mogłam z tym plecakiem pełnym życiowych ciężarów iść dalej. Weszłabym z nim na niejedną górę. Gdyby Zlot był konferencją o biznesie, jakich wiele, pewnie wzięłabym dla siebie energię, by pchać się z tymi swoimi ciężarami do przodu. Ale o ile łatwiej iść z pustym plecakiem! To moje olśnienie numer 1, najważniejsze przesłanie tego spotkania – otwórz się na osoby, które cię rozumieją i dziel się tym, co trudne. 

Odkrycie CHIRONA

Olśnienie numer dwa przyszło do mnie, gdy koleżanka, powiedziała, że potrafi wspierać innych, ale siebie nie. Zrozumiałam wtedy, że dajemy szczodrze innym to, co powinniśmy dać sobie samym. Myślimy, że nie potrafimy pomóc sobie, ale pomagamy innym. To znaczy, że mamy tę umiejętność. Wystarczy tylko obrócić kierunek działania. Skierować uwagę na siebie. Nie jest to proste, ale jest możliwe. Nazwałam olśnienie nr 2, odkryciem Chirona, ponieważ zaciekawiona wystąpieniem Kasi Bartoszewicz z KosMocy (Kasia zajmuje się tańcem, astrologią i przyjemnością) sprawdziłam, co astrologia i mitologia mówią o tej postaci (planetoidzie).

Chiron to zraniony uzdrowiciel, pomaga innym, ale nie potrafi pomóc sobie. Umie uzdrawiać, ale nie potrafi zaleczyć własnej jątrzącej się rany. Jego postawa wyraża głębokie poświęcenie. Wielokrotnie słyszałam zdanie, że aby pomagać innym, trzeba najpierw pomóc samemu sobie. Mit o Chironie pokazuje niesienie pomocy w zupełnie innym świetle. Tym, co nas napędza, jest własna rana, która nie może się zagoić.

Znam bardzo dużo zranionych Chironów. W biznesie i codziennym życiu. Oferują wsparcie. Ich rady są bezcenne, sensowne i działają. Mają ogromną wiedzę i doświadczenie, którymi dzielą się z innymi, ale których nie potrafią dać sobie. 

Zarabiaj 10 tysięcy, robiąc to, co kochasz

Kiedy praca z pozbywaniem się ciężarów i złości została wykonana, kiedy troska zmieniła kierunek z zewnętrznego na zewnętrzny, na Zlocie pojawił się temat pieniędzy. Panelistki dzieliły się swoim doświadczeniem i opowiadały, jak, prowadząc własny biznes zarabiać miesięcznie minimum 10 tysięcy złotych. Moje olśnienie nr 3 było prostym zdziwieniem: „Mogłabym brać udział w tym panelu!”. Ale niestety, nie zarabiam 10 tysięcy złotych miesięcznie. Co dzieli mnie od wysokich zarobków? Zapamiętałam pięć rad, które najlepiej pasują do mojej sytuacji.

1. Po pierwsze – dziel się obowiązkami domowymi. Sprawdź, jaki jest Twój wkład w dom. Najlepiej użyj tego dokumentu od Agaty Plackowskiej. Pomoże Ci otworzyć oczy na ogrom pracy, którą wykonujesz każdego dnia, by Twój dom był czysty, zorganizowany, ciepły i piękny. Podziel się swoją pracą z innymi domownikami lub zatrudnij pomoc.

2. Po drugie – pracuj nad sobą. Inwestycja w rozwój osobisty to inwestycja w Twoją firmę. Twoje wewnętrzne kłopoty przenoszą się natychmiast na Twoją działalność. Badaj swoje przekonania dotyczące wyceny i każdego aspektu prowadzenia biznesu, rozpraw się z syndromem oszusta.

3. Po trzecie otwórz się na przepływ. Zobacz, ile już masz. Najlepiej na stronie Global Rich List, którą polecała Iza Kaźmierczak z JestemBogata.pl. Wyrusz w podróż od wdzięczności do obfitości.

4. Po czwarte, pracuj dla dużych. Pracuj z tymi, których na Ciebie stać. 

5. Po piąte, daj zarobić innym. Rozwijaj swoją firmę. Jeśli chcesz iść szybko, idź sam, ale jeśli chcesz zajść daleko, weź kogoś ze sobą. Doceniaj tych, którzy towarzyszą Ci w Twojej biznesowej drodze.

Co jeszcze zostało ze mną po Zlocie

W głowie mam wiele obrazów. Gdy wspominam Zlot 2018, widzę Basię Ciemięgę, w przepięknej, ogniście czerwonej, oskarowej sukni, która rytmicznie uderza w szamański bęben i budzi głos kobiet. Nie mogę zapomnieć błyszczącej wewnętrznym blaskiem, Karo Akabal, której seksapil budzi mój niewyczerpalny zachwyt. Płakałam ze śmiechu na wystąpieniu Agaty Cierluk. Płakałam ze wzruszenia na wystąpieniu Agi Zalewskiej. Do tej pory, nucę piosenkę Agnieszki Majewskiej „Bądź Królową”, w której wzywa do chodzenia z podniesioną głową. 

Jednak najbardziej wymowny jest dla mnie obraz złotego kota, który machał do mnie łapką. Wiecie, ja mam nieustające wątpliwości dotyczące tego, co robić ze swoim życiem. Mam działalność gospodarczą, która pozwala mi łączyć pracę z byciem mamą. Mam fascynujących klientów, tworzę przesympatyczną markę “Złoty Kot” i zastanawiam się, czy przypadkiem nie powinnam poszukać etatu. Wchodząc na salę konferencyjną, wybrałam przypadkowe miejsce na sali, usiadłam i dopiero wtedy zobaczyłam, że idealnie, naprzeciwko mnie jest figurka złotego kota. Mogłam usiąść zupełnie, gdzie indziej. Czy wszechświat nie mrugnął właśnie do mnie okiem obfitości?

 

Fot.: Dominika Rudzka // CHYBANAPEWNO